WYWIADY

Pytania do wywiadu dla Muzyki 21 i Naszego Dziennika

 

Czym jest dla Pana muzyka?

Wielką pasją, zamiłowaniem, sposobem na życie. Moja praca zawodowa to właściwie prawie w 100 % granie na fortepianie, organach, słuchanie muzyki ze studentami itp. Ciągle staram się poznawać nowe utwory, słuchać jak najwięcej i oczywiście komponuję.

 

Żyje Pan i tworzy na Kujawach, w Inowrocławiu, z dala od centrów kulturalnych naszego kraju. Jak pan ocenia kondycję muzyki współczesnej w Polsce i na świecie?

To chyba nie tak do końca z dala od centrów kulturalnych Polski, bo przecież w naszym Inowrocławiu goszczą co jakiś czas z koncertami artyści światowej sławy, a w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy stykam się z wybitnymi i uznanymi artystami (choćby na moim wydziale wykładają wybitni kompozytorzy – profesorowie: Franciszek Woźniak (mój nauczyciel), Zbigniew Bargielski, Marek Jasiński. A kondycja muzyki współczesnej? Niezwykle trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ moim zdaniem pogłębia się rozdźwięk między twórcami muzyki, których chyba jest coraz więcej i tworzą muzykę o przeróżnych odmianach stylistycznych, a potencjalnymi słuchaczami, melomanami, z których coraz mniejsza grupa interesuje się muzyką nową. Wydaje mi się, że ludzie nie chcą zadawać sobie trudu związanego z poznawaniem czegoś nowego, zwłaszcza, że jest w nowej muzyce tak wielka różnorodność. Na taką sytuację mają też wpływ media, które w coraz mniejszym stopniu zajmują się promocją kultury wysokiej. Być może w innych krajach jest trochę lepiej? Trudno mi powiedzieć.

 

Co wpłynęło na pana, by zostać kompozytorem? Ukończył pan fortepianu i róg w Szkole Muzycznej w Inowrocławiu…

Był to proces stopniowy. Zaczęło się od tego, że w szkole zafascynowany Romancą z Koncertu fortepianowego d-moll Mozarta zapragnąłem napisać coś podobnego. Potem muzyczne pomysły – „strumienie myśli” -  same przychodziły do głowy, a ja poznawałem kolejne partytury i nagrania z kolejnych epok, i starałem się podpatrywać i uczyć się od największych m.in. od tych, których muzyka jest mi najbliższa - Faure’go, Bartoka, Debussy’ego, Ravela, Lutosławskiego.

 

Czy przeżywanie polskości jako pewnego fenomenu ma jakiś wpływ na pana twórczość?

Na pewno czuję się Polakiem i jestem głęboko związany z naszą historią i kulturą. Bardzo kocham muzykę Chopina, Lutosławskiego…, poezję Norwida, Staffa, Gałczyńskiego... Zbieram nagrania utworów mniej znanych polskich kompozytorów. W niektórych moich kompozycjach są obecne elementy skal ludowych, modalizmy pochodzące z polskiego folkloru. Pewnie to wszystko ma jakiś oddźwięk w mojej muzyce.

 

Inspiruje pana folklor kujawski?

Raczej nie, choć mam nawet całą płytę z folklorem kujawskim i słucham jej na zajęciach.

 

Jest Pan akompaniatorem w szkole muzycznej w Inowrocławiu oraz organistą w jednej z parafii inowrocławskich. Jak to wpływa na pana twórczość i inspiracje?

Akompaniowanie to praca, która pomaga w utrzymaniu sprawności pianistycznej, niewątpliwie potrzebnej do komponowania choćby utworów na fortepian ( mam teraz rodzinę, trójkę małych dzieci, więc nie ma za dużo czasu na typowe ćwiczenie na fortepianie). Poza tym lubię grać z różnymi instrumentalistami, także z wokalistami. A to, że jestem od 10 lat organistą, niewątpliwie zaowocowało napisaniem kilku utworów na sopran i organy. Organistami jesteśmy razem z żoną, zorganizowaliśmy także w naszej parafii kilka koncertów, na których były m.in moje utwory, a moja żona założyła jedyny w Inowrocławiu chór parafialny, dla którego czasami robię jakieś opracowania, co wcale nie jest takie łatwe. 

 

Obecnie wielu kompozytorów komponuje utwory sakralne, niemalże do dobrego tonu należy pokazanie własnej wizji sacrum w muzyce. Pan też pisze utwory sakralne. Czy wobec tego potrzeba wiary, by dobrze napisać utwór o tematyce religijnej, czy można pozostać tylko na poziomie estetyki?

Pisanie utworów sakralnych w moim przypadku wynika przede wszystkim z wiary, nie robię tego koniunkturalnie. Co jakiś czas mam po prostu potrzebę napisania takiego utworu, chcę wtedy napisać śpiewne melodie, dobrać piękną harmonię, zastosować modalizmy, które bardzo lubię.  Oddać się prostocie, a jednocześnie zawrzeć wielką ekspresję.

 

Proszę się pochwalić dotychczasowymi osiągnięciami i sukcesami…

Moje największe osiągnięcia to przede wszystkim kilka wspaniałych wykonań, które szczęśliwie doszły do skutku. Myślę przede wszystkim o prawykonaniu mojego I Koncertu fortepianowego na zakończenie studiów ( Kasia Mościcka – fortepian i Zygmunt Rychert – dyrygent), prawykonaniu Signals pod dyr. Jerzego Salwarowskiego, o wykonaniach moich utworów chóralnych na Festiwalu Gaude Mater w Częstochowie ( pod dyr. Jana Łukaszewskiego i Włodzimierza Siedlika), pierwszej prezentacji Koncertu gitarowego przez Krzysztofa Meisingera, wykonaniach moich opracowań m.in. w filharmoniach w Bydgoszczy, Olsztynie, Rzeszowie. Podczas takich wydarzeń przeżywam wiele emocji i właściwie każde wykonanie , na którym jestem, to wielkie przeżycie. Sukcesami są też na pewno nagrania radiowe – pod dyr. Agnieszki Duczmal i Włodzimierza Siedlika.

 

Niedawno ukazał się debiutancki monograficzny album z pańskimi utworami. Jak doszło do jego powstania?

Zobaczyłem ogłoszenia firmy Acte Prealable o możliwości realizacji autorskich płyt przez młodych kompozytorów. Wysłałem kilka nagrań i otrzymałem ofertę. Najpierw myślałem, że ze względów finansowych nie uda się tego zrobić, ale przy pomocy przyjaciół i dobroczyńców stało się to realne.

 

A skąd tytuł Strumień myśli?

Mogę zacytować moją wypowiedź z opisu płyty, bo lepsze sformułowanie nie przychodzi mi do głowy: „Te utwory, w sposób przemyślany ułożone w muzyczną opowieść, kojarzą się ze strumieniem różnych wrażeń, refleksji, nastrojów, myśli, które przenikały mój umysł podczas komponowania i które, mam nadzieję, udzielą się też Słuchaczom.”

 

Z jakiego klucza wyszedł pan dobierając utwory na ten album, bowiem są tam dzieła na różne instrumenty i składy?

Kierowałem się przede wszystkim możliwościami zrealizowania nagrań, stąd przewaga muzyki wokalnej i fortepianowej, ale od początku chciałem, aby na płycie znalazło się nagranie Pani Agnieszki Duczmal. Dość długo trwały formalności w sprawie licencji, ale udało się. Mając już zrobione nagrania, bardzo długo myślałem nad kolejnością utworów, bo chciałem z nich stworzyć rodzaj muzycznej opowieści.

 

Jest na płycie utwór inspirowany malarstwem Van Gogha. Częsta pan szuka inspiracji w malarstwie?

Często oglądam różne prace plastyczne, nie tylko malarstwo, i pewne pomysły, wrażenia przenikają umysł i być może pośrednio wpływają na komponowanie.

 

Jakie są pana inne inspiracje?

Przede wszystkim muzyka innych kompozytorów, a także pomysły rytmiczne, aranżacyjne zasłyszane np. w jazzie, w muzyce grupy Pink Floyd. Nie oznacza to, że „ściągam” – raczej słyszę coś i chcę przerobić to po swojemu lub zrobić zupełnie inaczej, oczywiście na tyle, na ile pozwalają talent, wyobraźnia. Myślę, że w moich utworach zachodzi rodzaj syntezy bardzo wielu wpływów, a przez to są one na swój sposób swoiste.

 

Jakich słuchaczy potrzebuje Pan dla swojej muzyki i dla kogo Pan pisze swoją muzykę?

Myślę, że moje muzyka nie jest szczególnie trudna w odbiorze i nie odcina się od tradycji Tak, jak napisałem w poprzedniej odpowiedzi, jest raczej syntezą. Każdy meloman, który kocha Bacha, Mozarta, Debussy’ego, zna może kilka utworów Lutosławskiego, może posłuchać mojej płyty.                      

 

Jak Pan przewiduje, jaka będzie muzyka i jej percepcja w naszym wieku?

Chyba nikt nie potrafi na to odpowiedzieć. Być może po okresie komercjalizacji sztuki, spadku zainteresowania typową muzyką klasyczną, nastąpi okres większego nią zainteresowania .Na pewno jest to związane z ogólnym poziomem intelektualnym i wrażliwością społeczeństwa, więc wszyscy musimy starać się, aby chodzić na koncerty, wystawy, czytać książki, oglądać wartościowe filmy, czy choćby umieć się zachwycić widokiem nieba, roślinami w lesie, piękną budowlą… 

 

Jakie są Pana pozamuzyczne zainteresowania i pasje?

Teraz na pewno główną pasją są nasze dzieci. One zajmują większość naszego czasu. Poza tym bardzo interesuję się architekturą i kolejnictwem,  bardzo lubię oglądać filmy przyrodnicze, historyczne…Muszę jeszcze wspomnieć o fascynacji filmami Clinta Eastwooda i Wody Allena.

 

Kiedy będą kolejne płyty z pana utworami, bowiem mimo młodego wieku sporo pan już napisał?

Być może w ciągu 2-3 lat znów spróbuję zrealizować kolejne nagrania, może znajdą się sponsorzy i wtedy, kto wie, może będzie następna płyta.

 

Autor pytań: Arkadiusz Jędrasik aj.m21@wp.pl

_______________________________________________________________________________________

Marcin Kopczyński wywiad nr 2 dla Muzyka21

Proszę na każde pytania odpowiadać dość wyczerpująco, czytelnicy lubią ciekawe i długie rozmowy. Gdyby jakiegoś pytania brakło, a być powinno to proszę je wpisać. Dziękuję za piękne i ciekawe odpowiedzi.

 

Rozmawiamy, ponieważ ukazała się pana druga autorska płyta zatytułowana „jeden człowiek, kilka cieni”. Skąd taki tytuł?

Jest to wieloznaczna metafora – z jednej strony może ona odzwierciedlać różne bieguny twórczości, z drugiej strony różne oblicza, odcienie osobowości ludzkiej. Może także oznaczać charakterystyczne dla natury człowieka odmienne postrzeganie danej osoby przez różnych ludzi. Tytuł ten zapowiada zróżnicowanie utworów na płycie – utwory wokalne, przeznaczone do wykonywania w kościele, reprezentują nurt mojej twórczości odwołujący się do harmoniki tonalnej i modalnej, sonaty – to kolejny „cień”, muzyka dramatyczna, bardziej dysonująca, brzmiąca nowszym językiem, a pośrodku tych skrajnych tendencji mógłbym umiejscowić Koncert gitarowy.

 

Według jakiego klucza wybierał pan muzykę na płytę?

Po ukazaniu się mojej pierwszej płyty Strumień myśli trzy lata temu (AP 0186) wydawało mi się, że trudno będzie zgromadzić nagrania na następną. Kompozytorzy mają zwykle dużo trudności ze znalezieniem chętnych, a jednocześnie dobrych wykonawców. Pozytywne recenzje w prasie i w internecie oraz zainteresowanie pierwszym albumem, zwłaszcza w moim lokalnym środowisku, skłoniły mnie do podjęcia działań, zmierzających do przygotowania kolejnego wydawnictwa. O wyborze utworów zdecydowali moi wspaniali wykonawcy, którzy po prostu podjęli się ich przygotowania. Było w tym sporo przypadku, a może raczej szczęśliwego losu – na przykład sopranistkę Ingridę Gapovą, która obecnie odnosi sukcesy na wielu scenach, poznałem jako studentkę bydgoskiej uczelni, na której wykładam, a pianistę Radka Sobczaka spotkałem na festiwalu na Węgrzech, na którym obaj graliśmy i tam zaczęła się nasza muzyczna znajomość, która zaowocowała nagraniem przez niego II Sonaty fortepianowej. Marta Osowska-Utrysko i Krzysztof Meisinger nagrywali już moje utwory na pierwszą płytę, tym bardziej cieszę się z ich kolejnych kreacji. Nagranie Konceru gitarowego przez Krzysztofa współtworzył pianista Bartek Wezner, kolega z uczelni. Nagranie Sonaty skrzypcowej z Karoliną Wróbel-Krysztoforską powstało nieco wcześniej na jednym z koncertów i dopełniło zbiór jedenastu utworów na płycie.

 

Jakie to utwory, proszę nam o nich opowiedzieć?

Przede wszystkim można je podzielić na trzy nurty (tytułowe „cienie” rzucane przez człowieka), wspomniane już w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Utwory wokalne do tekstów sakralnych to moje bardzo osobiste kompozycje. Starałem się zawrzeć w nich piękne melodie, kunsztowną harmonię. Są to utwory liryczne, ale nie brak w nich niepokoju czy dramatyzmu. Mam nadzieję, że dzięki wspaniałemu wykonaniu Ingridy trafią do serc słuchaczy. Z kolei sonaty (dwie fortepianowe i skrzypcowa) to przeciwległy biegun moich muzycznych zainteresowań - utwory większych rozmiarów, o zróżnicowanej dramaturgii i silnych kontrastach. Ich muzyczna materia jest syntezą nowatorskich i tradycyjnych elementów formy, harmoniki, melodyki i rytmiki. Moi wykonawcy znakomicie oddali ich charakter – II Sonata w wykonaniu Radka Sobczaka jest niespokojna, mroczna, pełna mocy i obfituje w potężne kontrasty, z kolei Marta Osowska z wielką wirtuozerią zagrała szybkie i dynamiczne skrajne ogniwa w IV Sonacie, a jednocześnie z niezwykłą wrażliwością wykonała środkowe, impresjonistyczne jej części. Skrzypaczka Karolina Wróbel w swojej interpretacji podkreśliła surowość i energię skrajnych części II Sonaty skrzypcowej, a środkowe ogniwo zagrała z wielkim liryzmem. Na płycie pomiędzy utworami wokalnymi, a sonatami umieściłem nagranie Koncertu gitarowego w wersji z fortepianem, a jego wykonawcy Krzysztof Meisinger i Bartłomiej Wezner świetnie oddali kontrastujące nastroje trzech części, które są jakby odmiennymi obrazami, impresjami.

 

Dla kogo pisze Pan swoją muzykę?

Bogusław Schaeffer powiedział kiedyś, że „pisze dla siebie, bo trzeba pisać dla odbiorcy wymagającego”; Lutosławski zaś pisał muzykę, „jaką sam chciałby usłyszeć”, a Bacewicz natomiast mawiała – „pisać trzeba tak, aby muzycy chcieli to grać”.
To bardzo trudne pytanie, ale postaram się odpowiedzieć. Jestem kompozytorem działającym głównie w moim lokalnym środowisku, dlatego muszę choć trochę uwzględniać konkretne sytuacje, w których moje kompozycje są wykonywane (np. koncert w kościele, jubileusz szkoły, wykonanie przez ucznia lub studenta na konkursie czy festiwalu). Dlatego myślę o tym, żeby utwór mógł się spodobać nie tylko znawcom muzyki nowej (bo jest ich niewielu), ale także zwykłym melomanom. Oczywiście piszę muzykę, „jaką sam chciałbym usłyszeć” i jednocześnie staram się komponować rzeczy możliwie przystępne dla potencjalnych wykonawców. Ale mam też potrzebę wykorzystania w swojej muzyce nowszych technik, pomysłów harmonicznych czy rytmicznych. Jestem „bardziej nowoczesny” w utworach orkiestrowych, kameralnych i fortepianowych. Podsumowując – myślę, że moja muzyka ma charakter syntetyczny, „stapia” w sobie różne, tradycyjne i nowatorskie elementy. Nie jest chyba szczególnie trudna w odbiorze.

 

Jak Pan dziś ocenia atmosferę wokół muzyki współczesnej. Łatwo jest być w naszych czasach kompozytorem?

Myślę, że trzeba być idealistą, komponować dla przyjemności, nie liczyć na jakieś większe sukcesy, ale cieszyć się z każdego wykonania. Pamiętam takie miłe chwile, kiedy czułem, że wykonawcy-soliście podoba się mój utwór, jest nawet wzruszony (myślę zwłaszcza o wykonaniach wokalnych). Nie raz także publiczność nagrodziła mnie długimi, gorącymi brawami. Jeśli chodzi o atmosferę wokół muzyki współczesnej, to jest to tak niezwykle niszowa działalność, że nie ma prawie oddźwięku w społeczeństwie. Nawet sami muzycy, uczniowie szkół muzycznych, studenci akademii często nie mają siły, czasu, chęci, żeby śledzić, choćby w radiu, najnowsze tendencje kompozytorskie, wykonania nowej muzyki.

 

Czy jest jeszcze dzisiaj w muzyce współczesnej coś, co może być nowatorstwem? Czy jesteśmy już skazani tylko na zapożyczenia, wtórność. Czy jak powiedział jeden z młodych krytyków muzycznych, na „bełkot albo banał”…

Uważam, że każdy twórca powinien starać się odcisnąć w muzyce choć maleńki, własny ślad, znaleźć coś swojego – jakiś motyw, rytm, może styl instrumentacji, ale jest to niezwykle trudne. Można także w sposób twórczy dokonywać przeróżnych syntez. Myślę też, że będą jeszcze w muzyce nowe odkrycia, coś tak odmiennego, że w tej chwili nie możemy sobie nawet tego wyobrazić, ale nie wiem, czy w obecnym tempie życia i w natłoku płynących do nas informacji będziemy potrafili „to” wychwycić.

 

Muzyce współczesnej z różnych powodów trudno się przebić do melomanów. Jak Pan zachęciłby czytelników naszego miesięcznika do swojej muzyki i do zapoznania się z nią na wydawanej płycie?

Marzyłbym o tym, żeby melomani bez uprzedzeń podchodzili do każdej muzyki, do każdej płyty. Mam wielką nadzieję, że słuchacze usłyszą w moich utworach wiele ekspresji, pozwolą się oczarować harmonii i melodyce utworów wokalnych, porwie ich dramaturgia sonat, w koncercie gitarowym odnajdą echa impresjonizmu i neoklasycyzmu.

 

Co zaliczyłby Pan do swoich największych sukcesów artystycznych? Które z Pana utworów są dla Pana najważniejsze, najbardziej istotne?

Sukcesami były na pewno wspaniałe wykonania moich utworów czy opracowań, m.in. podczas Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Sakralnej „Gaude Mater” w Częstochowie, Festiwalu Muzyki Polskiej w Gyor na Węgrzech, hiszpańskich festiwali chóralnych w miastach: Santander, Pravia, Turon, podczas Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego, Konkursu Wokalnego im. Kossowskiego, pod batutą dyrygentów: Zygmunta Rycherta, Jerzego Salwarowskiego, Jana Łukaszewskiego, Włodzimierza Siedlika, Mieczysława Nowakowskiego, Jerzego Koska. Wielkim zaszczytem było dla mnie nagranie jednego z utworów przez Agnieszkę Duczmal (znalazło się ono na płycie Strumień myśli). Na pewno cieszy mnie także pomyślna obrona doktoratu w specjalności kompozycja i teoria muzyki w ubiegłym roku. Trudno tu napisać o wszystkich osiągnięciach (szczegóły zawierają notki biograficzne w internecie oraz w książeczce płyty). Jeśli chodzi o utwory, to jest mi trudno wyróżnić konkretne kompozycje – na pewno są mi szczególnie bliskie utwory wokalne, sonaty fortepianowe oraz kompozycja na orkiestrę Efemeryda, którą pisałem z myślą o doktoracie.

 

Czy jakiś kompozytor jest Panu szczególnie bliski?

Wielu kompozytorów bardzo mnie fascynuje, w ogóle słucham dużo różnej muzyki, staram się poznawać nowe dzieła. Zbieram na przykład nagrania koncertów fortepianowych – mam ich blisko 400. Od zawsze najważniejszym, najbliższym sercu kompozytorem był dla mnie Mozart, a ci najbardziej inspirujący to Debussy, Ravel, Bartok, Lutosławski.

 

Nad czym Pan obecnie pracuje? Jakie są Pana dalsze plany artystyczne?

Ostatnio pracowałem nad nowymi pieśniami do słów Leopolda Staffa, z myślą o kolejnej płycie autorskiej, którą będę nagrywał z mezzosopranistką Małgorzatą Ratajczak, solistką Opery Nova. Staram się utrzymywać „formę pianistyczną”, ponieważ gram co jakiś czas koncerty, najczęściej z wokalistami, wykonując nie tylko własne utwory. Poza tym zbliżają się wakacje i na pewno chcemy jak najwięcej czasu spędzić z trójką naszych pociech. Muszę wspomnieć, że okładki płyty zaprojektowały moje starsze dzieci – Lidia (6 lat) i Leszek (9 lat), najmłodszy 4-letni Łukaszek być może narysuje coś na kolejną płytę?

 

Jak Pan przewiduje - jaka będzie muzyka i jej percepcja w tym nowym wieku?

Kilka lat temu byłem pesymistą, jeśli chodzi o zainteresowanie muzyką klasyczną wśród tzw. zwykłych ludzi. Ostatnio zauważamy wzrost zainteresowania operą, koncertami w filharmonii. Sale są pełne, ludzie przychodzą także na koncerty w kościołach, na letnie koncerty plenerowe. Choć na pewno wykonywany repertuar jest klasyczno-romantyczny, praktycznie nie ma w nim muzyki nowej. Na pewno muzyka współczesna, zwłaszcza taka, która nie odwołuje się do przeszłości, ma znikome grono odbiorców, ale kompozytorzy nawiązujący w sposób twórczy do tradycji mogą liczyć na pozytywny odbiór swoich utworów, ponieważ słuchacze słyszą w nich echa tego, co już znają.


Autor pytań: Arkadiusz Jędrasik (aj.m21@vp.pl)